Plac Św. Piotra w Rzymie w 2005 r oraz w 2013 r.

Czym właściwie jest fotografia mobilna?

Chyba w większości moich tekstów, tutaj na blogu, pojawiają się wymiennie dwa terminy: „fotografia mobilna” oraz „fotografia komórkowa”. Tak się złożyło, że zacząłem się ostatnio zastanawiać, czy podział na fotografię mobilną oraz – że się tak wyrażę – klasyczną, nie jest przypadkiem aby całkowicie sztuczny. Czy nie jest tak, że fotografia to po prostu fotografia? I że nie powinno mieć zupełnie znaczenia czym zdjęcie zostało zrobione i na jakim urządzeniu oraz w jaki sposób je edytowano? Czy naprawdę jest potrzebne wprowadzanie wspomnianego dodatkowego rozróżnienia? Jest jeszcze najważniejsze pytanie: jakie jest kryterium ewentualnego podziału? Co powoduje, że dane zdjęcie możemy zaliczyć do nurtu fotografii mobilnej a innego już nie powinniśmy? Czy odpowiednie jest kryterium sprzętowe, według którego decydujące jest to, czym fotografia została zrobiona oraz na jakim urządzeniu była edytowana? A może wcale nie o to chodzi, a sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana?

Jak widać możemy zadać całkiem sporo pytań, a odpowiedzi na są niekoniecznie oczywiste.

 

Weźmy na przykład pod uwagę wspomniane wcześniej kryterium sprzętowe podziału na fotografię mobilną i niemobilną. Czy ma ono sens i czy będzie go miało w przyszłości? Fotografia mobilna kojarzy się obecnie dość jednoznacznie z używaniem telefonów komórkowych i smartfonów do robienia i edycji zdjęć. Następne powszechne skojarzenie to raczej niska rozdzielczość i jakość techniczna prac oraz dość charakterystyczny ich wygląd, będący efektem nałożenia gotowych filtrów dostępnych we współczesnych aplikacjach mobilnych (które to filtry oferują często podobne efekty). No tak, ale przenieśmy się w myślach o 15 lat do przodu. Wyobraźmy sobie, że nasze komórki posiadają teraz wbudowaną pamięć liczoną w terabajtach i rejestrują zdjęcia w rozdzielczości 36 Mpix. Rejestrują je przez doskonałej jakości stabilizowany obiektywik, na maleńkiej matrycy obrazującej z jakością dobrej lustrzanki z połowy drugiej dekady XXI wieku. Zaawansowane algorytmy są zdolne doskonale symulować efekt głębi ostrości, a edycję zdjęcia przeprowadza się na skalibrowanym ekraniku smartfona w Mobile Photoshopie obsługującym w pełni zarządzanie kolorem. Zmierzam do tego, że za te 15 czy 20 lat nasze telefony staną się jednocześnie doskonałej jakości aparatami fotograficznymi, z których zdjęcia będą – technicznie rzecz biorąc – nadawały się do wydruku chociażby w prasie (tylko, czy będzie jeszcze papierowa prasa?). Bez zaglądania w metadane fotki nie będzie dało się nawet określić czy została zrobiona komórką czy np. profesjonalnym bezlusterkowcem, a zdjęcia walczące w konkursie World Press Photo równie często będą pochodziły ze smartfonów co z lustrzanek. Nie wierzycie? To już jest właściwie rzeczywistość!

Co więcej, nie trzeba nawet przeprowadzać powyższego eksperymentu myślowego, aby kryterium sprzętowe uznać za niezbyt dobre. No bo jak zakwalifikować współczesne zdjęcie wykonane takim na przykład Samsungiem Galaxy Camera? Będzie to fotografia mobilna czy już nie będzie? Albo zdjęcie zrobione dziesięciocalowym tabletem z Androidem i zainstalowanym Instagramem? Gdzie tu mobilność?! Już bardziej przenośny jest mój staruszek Nikon D300…

Czym jest więc w takim razie fotografia mobilna?

 

Jak już widać odpowiedź na powyższe pytanie nie jest ani prosta ani jednoznaczna. Ja osobiście zaczynam się skłaniać ku myśleniu o fotografii mobilnej przede wszystkim jako raczej o zjawisku społecznym, aniżeli o czymś co jest bezpośrednio związane z konkretnym sprzętem czy oprogramowaniem biorącym udział w procesie twórczym. Oczywiście dzisiaj fotografia mobilna jest głównie uprawiana przy pomocy smartfonów, stąd pośrednio jest z nimi bardzo mocno powiązana i kojarzona. Ale przecież już za kilka lat głównym narzędziem fotografii mobilnej mogą stać się np. słynne już interaktywne okulary Google.

Owe zjawisko społeczne, które mam na myśli jest związane ze skokowym wzrostem popularności fotografii amatorskiej oraz jednoczesnym rozkwitem portali społecznościowych. Nie twierdzę, że fotografia amatorska nie była popularna w erze „przedsmartfonowej”. Oczywiście, że była – jednakże stanowiła hobby jedynie pewnej grupy ludzi. Hobby relatywnie kosztowne, wymagające czasu, zaangażowania oraz pewnej jednak wiedzy. Fotoamatorzy z prawdziwego zdarzenia cały czas szlifują swoje umiejętności fotograficzne, a aparaty fotograficzne kupują całkowicie świadomie.

Popularyzacja telefonów komórkowych – a obecnie smartfonów – wyposażonych niejako „przy okazji” w moduł fotograficzny, zupełnie zrewolucjonizowała świat fotografii amatorskiej. Postawiła go wręcz na głowie. Smartfony zaktywizowały fotograficznie w bardzo krótkim czasie potężną rzeszę ludzi. Doskonale obrazuje to kolaż zdjęć, który obiegł Internet przy okazji ostatniego konklawe:

Tłum na Placu św. Piotra w Rzymie w 2005 r. oraz w 2013 r.

Ludzie oczekują na wybór nowego papieża na Placu św. Piotra w Rzymie. Porównanie sytuacji z 2005 i 2013 roku. Źródło: http://robsheridan.tumblr.com

Widać skalę zjawiska, prawda?

Czy ci wszyscy fotografujący ludzie z dolnego zdjęcia są naprawdę zainteresowani fotografią w takim samym sensie jak opisani wcześniej fotoamatorzy? Śmiem twierdzić, że nie! Ci ludzie są po prostu na miejscu pewnego wydarzenia i niejako przypadkiem mają przy sobie aparat fotograficzny, w który jest wyposażony ich telefon. Aparat na tyle prosty w obsłudze, że aby z niego skorzystać nie jest potrzebna absolutnie żadna wiedza fotograficzna. Jak zdjęcia „wyjdą” to fajnie, a jak się nie udadzą to też się nic wielkiego nie stanie. Mogą w ten sposób fotografować latami i nigdy nie dowiedzieć się co to jest przesłona, czas naświetlania, nie wspominając już o balansie bieli. Jestem przekonany, że dla przeważającej większości ludzi z dolnej części kolażu, możliwość podjęcia próby zrobienia zdjęcia jest wyłącznie dodatkiem do samej obecności na miejscu. I właśnie dla tej ogromnej rzeszy ludzi aparat fotograficzny wbudowany w zawsze noszony przy sobie telefon, jest absolutnie idealnym rozwiązaniem.

Drugim składnikiem na którym opiera się na fenomen fotografii mobilnej jest z pewnością wielka popularność wszelkiego rodzaju portali i sieci społecznościowych. Jak wszyscy wiemy, zdjęcia i obrazki stanowią lwią część treści  tych portali. Nic więc dziwnego, że smartfony będąc urządzeniami posiadającymi zdolność zarówno „produkowania” obrazków jak i zamieszczania ich w społecznościówkach, w bezprecedensowy sposób przyczyniły się do rozkwitu fotografii amatorskiej.

Kolejną cechą charakterystyczną omawianego nurtu fotografii jest bardzo duża kompaktowość całego jej „warsztatu”. Posługujący się smartfonem fotograf zawsze posiada przy sobie kompletnie wyposażone pod każdym względem narzędzie pracy. Nie tylko może fotografować, ale również bez problemu przeprowadzi pełną obróbkę zdjęcia i to bez względu na miejsce, w którym akurat się znajduje. Edycja będzie wyglądała dokładnie tak samo niezależnie od tego czy edytujący leży w swoim łóżku, jedzie pociągiem czy też siedzi u cioci na wyjątkowo nudnych imieninach. Mnie osobiście ta cecha fotografii mobilnej absolutnie urzeka. Możliwość zajmowania się każdym aspektem procesu fotograficznego w dowolnej wolnej chwili i w dowolnym miejscu to wspaniały wynalazek.

Podsumowując: fotografia mobilna jest dla mnie nurtem w fotografii (głównie amatorskiej), wymykającym się ścisłym definicjom, a cechującym się pędem do spontanicznego fotografowania otaczającej nas w danym momencie rzeczywistości, połączonym z chęcią równie spontanicznego podzielenia się swoimi „fotograficznymi spostrzeżeniami” w Internecie.

Niestety rodzi się tutaj przy okazji pewne pytanie. Czy ja, aby na pewno, robiąc zdjęcia telefonem, zawsze uprawiam fotografię mobilną? Niekiedy zdecydowanie tak. Bardzo często zdarza mi się fotografować smartfonem zupełnie spontanicznie, kiedy nagle coś niespodziewanie przykuje moją uwagę. Ba, zdarza mi się nawet spontanicznie „podzielić” zdjęciem w sieci, jak np. kiedyś, gdy zrobiłem zdjęcie z okna zatrzymującego się na przystanku tramwaju, a kiedy z tego przystanku odjeżdżałem to fotka krążyła już w Instagramie. Z drugiej strony moje zdjęcia często leżą przez wiele dni nietknięte w telefonie, a potem i tak tylko ułamek z nich zostaje opublikowany, w dodatku po trwającej czasami nawet kilkadziesiąt minut mozolnej obróbce. Czy to jeszcze jest fotografia mobilna?

komentarze 2 dla "Czym właściwie jest fotografia mobilna?"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge